SZKIC

Pielgrzymem warg wędrować po twym ciele
Muśnięciem delikatnym stawiać włoski
Drżeniem dotyku w nicości się rozpływać
Rysować krzywizną plan tak boski

ZAUROCZENIE

Za barwę oczu twych
za smukłość dłoni delikatną
kolorem mamisz paznokci
duszę na twą urodę podatną

myśli zaplątane w twych włosach
wędrują wiosennymi ścieżkami
choć za mury nie chcesz wpuścić mnie
a marzenia skryte za chmurami

powiedz mi miła co czujesz
jak mnie widzisz między słowami
zapiszę ci co myślę
zamknę między wierszami

DRZEWO

Zobaczyłem drzewo co jak rzeźba w parku stało
poskręcaną korą wrota piekieł przywodziło na myśl
postacie jak z krainy ciemności z niego wychylały
niemym krzykiem o litość błagając.

Zimną obojętnością przechodniów mijane
stojąc samotnie na polanie w blasku słońca
czasami tylko wiewiórka cicho przebiegając
pokłon jak bóstwu składała mu.

Pawie szlochały nad losem dusz w drzewie zaklętych
historie lasem wyszumiane wykrzykując w przestrzeń
trawa do stóp padała, korzeni rozłożystych
bosymi pocałunkami niewolników.

ZAPOBIEGLIWOŚĆ

wszystko na jutro
pojutrze poniedziałek
na następne życie

odkładamy siebie na później
na lepsze czasy
może na gorsze
na czarną godzinę

teraz – ucieka nam za szybą
zamazanym kształtem

nie wiedząc co tracimy
kolekcjonujemy kurz

KRAKÓW

Rozkopali Rynek!
połowa placu w gruzach tonie
już kwiaciarki swoje kramy powoli zwijają
płatków zwiędłych zgliszcza
w trumnach koszy, na dnie
mrok powoli zapada
rozświetlając iglice wież
gdzieś gra muzyka
sentymenty Kazimierza budząc ze snu
na twarze jesień wstępuje
z lekkim smutkiem za latem
gwar wokół pustką zaczyna brzmieć